ŚWIĘTO  KUCZEK




- Łuk. 11:28
"Błogosławieni są,
którzy słuchają słowa Bożego i strzegą go"


 

NEHEMIASZ był namiestnikiem w Jerozolimie i po zakończeniu prac związanych z naprawą murów miasta nie potraktował tego wielkiego dzieła za koniec swej misji, lecz raczej za jej początek. Mur był przede wszystkim potrzebny po to, aby zapewnić ludowi bezpieczeństwo, aby wzbudzić w ludziach poczucie narodowego ducha, aby odrodzić nadzieje związane z obiecanym Królestwem Bożym i dostarczyć im praktycznej demonstracji łaski Bożej w wykonaniu tego dzieła, i tym samym doprowadzić do ich zaufania w wypełnienie pozostałych obietnic Słowa należących jeszcze do przyszłości.
    Dzięki opatrzności Pańskiej prace związane z naprawą muru zostały zakończone w takim czasie, który umożliwiał Żydom spędzenie tygodniowego odpoczynku w domu i następnie zwołanie zgromadzenia ogólnego związanego z uroczystym obchodzeniem nowego roku (Neh. 7:73). Żydowski świecki rok rozpoczyna się siódmym miesiącem, który owego roku rozpoczął się 12 września. Data ta może się różnić o kilka dni w obie strony, ze względu na to, że Żydzi dokonywali swoich obliczeń na podstawie czasu księżycowego. W opatrzności Pańskiej narodowe interesy Żydów wiązały się z obowiązującymi ich zasadami religijnymi. Byli ludem Bożym a wszelkie ich polityczne i narodowe nadzieje związane były z Boskimi obietnicami. Stąd też odrodzenie zainteresowania się ich narodowymi nadziejami oznaczało odrodzenie się ich szacunku dla Boga w ich uczuciach religijnych, w pragnieniach oddawania czci Panu i okazywania Jemu posłuszeństwa, aby obchodzić te święta, które On im nakazał.
Nehemiasz niewątpliwie w takich sprawach był przede wszystkim mężem roztropnym. Rzeczywiście wiemy, że taki jest ogólny sposób wybierania swoich sług przez Pana. Bóg wybiera odpowiednie osoby, a następnie udziela im swego błogosławieństwa, aby przyczynić się do takich rezultatów, jakich sam pragnie. Na przykład, udzielając Mojżeszowi pouczeń dotyczących zawiłych urządzeń związanych z budową Przybytku, Pan rzekł: "Otom wezwał z imienia Besaleela ... I napełniłem go Duchem Bożym" i "przydał mu Acholijaba" do tej pracy (2 Moj. 31:2 - 6).
    Pan wprowadza tyle tylko elementu cudowności, ile wymaga sytuacja, wykorzystując w możliwie największym stopniu istniejące warunki i posługując się nimi. Dlatego też "nie wiele mądrych według ciała, nie wiele możnych, nie wiele zacnego rodu" wybrał Bóg na swoich specjalnych sług. Na tej podstawie możemy przyjąć, że Pan wybiera ludzi o właściwym stanie serca: szlachetnych, wspaniałych i wykształconych, jakich może znaleźć.

NAJPIERW MIŁOŚĆ I POŚWIĘCENIE

Nie mamy sądzić, że Pan lekceważy tego rodzaju kwalifikacje, ale raczej zauważyć, że Pan nade wszystko na pierwszym miejscu stawia takie zalety jak uczciwość, pokorę, posłuszeństwo i miłość. W związku z tym preferencje w wyborze będą mieli ci, którzy posiadając pewna liczbę tych zalet, wykażą się też największą liczbą innych kwalifikacji. Na przykład, możemy założyć, że dwunastu wybranych Apostołów pod każdym względem reprezentowało najlepsze tworzywo potrzebne Panu do realizowania Jego celów. A jednak kiedy Saul z Tarsu - wykształcony, utalentowany i bogaty - poświęcił się mówiąc "Panie! co chcesz, abym ja uczynił?" Pan chętnie posłużył się nim oraz jego szczególnymi talentami, które w połączeniu z głębokim poświęceniem, pokorą i gorliwością umożliwiły mu zajęcie czołowego miejsca wśród Apostatów.
    Nehemiasz, mąż opatrznościowy, zarządzający sprawami Żydów, w tych okolicznościach okazał swoją pokorę i gorliwość na wiele sposobów. Zwołując powszechne zgromadzenie Izraelitów na obchodzenie nowego roku, zwane Świętem Trąb, nie pominął osób godnych spośród ludu Pańskiego i nie usiłował zatrzymać dla siebie wszystkich zaszczytów (3 Moj. 23:24,25; 4 Moj. 29:1-6; Neh. 8:2,9-12).
    Przeciwnie, uznał on Ezdrasza, nauczonego w Piśmie, członka rodziny kapłańskiej, za bardziej odpowiedniego od siebie do wzięcia udziału w nauczaniu ludu wiedzy o Panu na podstawie Jego prawa. Najważniejsze pod względem ważności miejsce Ezdrasza wiązało się z ceremonią czytania Zakonu i przedstawienia go ludowi. Po jego prawej ręce zasiadło sześciu wybitnych mężów, a po jego lewej siedmiu następnych, natomiast czytanie odbywało się według kolejności i prawdopodobnie brało w nim udział wiele osób, jeśli nie wszyscy z nich, łącznie z Ezdraszem (Neh. 8:4).
    Czytanie odbywało się prawdopodobnie na placu przed Świątynią. Lud siedzący wokół na znacznym obszarze powstał, kiedy księga Zakonu została otwarta, i skłonił się (ww. 5, 6). Tymczasem między ludem rozeszło się wielu Lewitów, nauczycieli ludu, którzy wyjaśniali znaczenie odczytywanych słów (ww. 7,8). Było to konieczne prawdopodobnie z dwóch powodów: po pierwsze, lud, który wrócił z Babilonu, władał bardziej lub mniej zanieczyszczonym językiem, podczas gdy Zakon niewątpliwie był zapisany i czytany w klasycznej hebrajszczyźnie; po drugie, nawet gdyby lud rozumiał wszystkie słowa, specyficzne wyjaśnienie intencji lub znaczenia było niekiedy zarówno właściwe, jak i konieczne. Takie czytanie Zakonu etapami i następnie wyjaśnianie go z podwyższenia zajmowanego przez czternastu mężów a także dodatkowe wyjaśnianie przez Lewitów, znajdujących się pośród ludzi, zajęło jedno całe popołudnie i znaczną część następnego przedpołudnia. W rezultacie lud zrozumiał poselstwo pochodzące od samego Boga.

"KAŻ SŁOWO BOŻE"

Oto dostrzegamy prawdziwą kwintesencję kaznodziejstwa, jak to Apostoł napisał do Tymoteusza "Każ Słowo Boże" (2 Tym. 4:2). Trudność związana w dużej mierze z głoszeniem kazań w naszych czasach polega na tym, że to co się głosi nie jest Słowem Bożym, lecz; starodawna tradycją, a jeszcze częściej czymś, co w ogóle niewiele ma wspólnego z religią. Wyższy krytycyzm, teorie ewolucji i powszechny agnostycyzm w tak wielkiej mierze przeważają zarówno na kazalnicy, jak i w ławie kościelnej, że Słowo Boże traci swoją ważność w umysłach wielu ludzi, którzy nominalnie są ludem Bożym. Dlaczego mieliby studiować tę księgę, której już dłużej nie uważają za powstałą z Boskiego natchnienia? Nieznajomość Pisma Świętego coraz bardziej wzrasta wśród tych, którzy rzekomo są pobożni.
    Studiowanie Pisma Świętego w dawnych czasach z pewnością dawało wielkie korzyści, pomimo że ignorancja, przesądy i fałszywa teologia wieków ciemnych tworzyły wypaczony obraz większości tego co studiowano. Niemniej 100 lat temu Pismo Święte było o wiele lepiej znane rzeszom tych, którzy zapewniali o swojej pobożności. Powstała luka jest dotkliwa. Z drugiej strony jednak wiemy, że ci, którzy przyszli do światła "teraźniejszej prawdy" i mają oczy zrozumienia szeroko otwarte na lepsze ocenienie długości, szerokości, wysokości i głębokości Boskiego charakteru i Planu - coraz bardziej interesują się studiowaniem Słowa Bożego. Mamy pewność, że tak właśnie się dzieje. Żadna religia ani żadna teoria, nie może być ani prawdziwa, ani pomocna, jeśli nie przybliża nas do Bożej księgi i nie pogłębia naszego zainteresowania Jego posłannictwem.
    Kanonik Farrar wspaniale oddaje należny Biblii szacunek i podkreśla znaczenie jej cywilizującego wpływu, wyrażając swoją pochwałę w następujących słowach:
    "To Biblia przydała ognia i szlachetności jej (Anglii) językowi; to Biblia zmieniła bezduszny ucisk w żywy kościół; to Biblia wyparła koszmar ignorancji zanim nastąpił świetlany brzask postępu ... To Biblia uratowała Anglię przed znalezieniem się na pozycji nic nie znaczącego państwa będącego wasalem opanowanej okrucieństwem, ciemnotą i przesądem Hiszpanii, która za pośrednictwem swych dominikanów i tyranów niewątpliwie zamieniłaby jej pola w rzeźnie, jak miało to miejsce na polach Niderlandów, a jej miasta wypełniłaby dymem, jak się to stało w Sewilli, która dymiła kłębami zła wzbudzanego przez istniejącą w niej Inkwizycję ... Niechaj Anglia trzyma się swej otwartej Biblii.
    A rolę, jaką Biblia pełniła w życiu Anglii, spełniła też w stosunku do Stanów Zjednoczonych Ameryki. Właśnie Biblia zrobiła z Ameryki to, czym jest".

"JEDZCIE RZECZY TŁUSTE [DOBRZE UMIĘŚNIONE],
A PIJCIE NAPÓJ SŁODKI, A POSYŁAJCIE CZĄSTKI"

Widocznie było to pierwsze przedstawienie Zakonu ludowi od jego powrotu z siedemdziesięcioletniej niewoli. Widocznie Ezdrasz poświęcił wiele uwagi reorganizacji Zakonu i poinstruowaniu kapłanów i Lewitów o tym, ale dotąd nie doprowadził do tego, aby były ogłoszone ludowi. Bardzo możliwe, że mądra wnikliwość Nehemiasza jako namiestnika pozwoliła mu zorientować się, że wyjaśnienie ludowi posłannictwa Bożego będzie mu bardzo pomocne. Nie wystarcza bowiem, że kapłani i lewici powinni być wyuczeni w Zakonie i że powinni mówić o nim ludowi, ale że cały lud powinien rozumieć Boskie posłannictwo. To samo jest prawdą dzisiaj. To nie ma znaczenia, że inni usiłują głosić Pański Plan, ignorując Jego Słowo, w tym celu, aby zdobyć znaczenie i wpływ. Ci, którzy słuchają to posłannictwo muszą wiedzieć, że jest ono czymś więcej niż posłannictwem ludzkim, muszą mieć dowód, że pochodzi ono od Pana.
    Kiedy to prawo było czytane i wyjaśniane ludowi, zauważył on natychmiast, że znajdował się w trakcie karania i trudności z powodu lekceważenia Boskich instytucji - ,płakał wszystek lud". Lecz Nehemiasz i ci, którzy pod jego kierownictwem brali udział w owej posłudze, zwrócili się do ludu, aby nie płakał i nie poddawał się żalowi, przeciwnie niech się raduje i dziękuje Bogu - że teraz nareszcie zdali sobie sprawę z prawdziwego stanu spraw, z tego że ich przykrości nastąpiły w wyniku reformy - niech cieszy się Boskim błogosławieństwem w podejmowanych przez siebie wysiłkach zachowywania Jego ustaw (w. 9).
    Jest taki czas, kiedy człowiek pogrąża się w smutku, ale to ma miejsce wtedy, kiedy zwycięża grzech i opozycja. Natomiast gdy następuje pokuta, kiedy skrucha za grzech prowadzi do reformy, wtedy przychodzi czas na zaprzestanie smucenia się, żeby nie nastąpiło zupełne zniechęcenie. Żydzi zgromadzili się, aby podziękować Bogu za przywracaną łaskę, aby uświadomić sobie, że z. Jego rąk pochodziło karanie, aby za to Jemu również podziękować, aby otrzymać wzmocnienie, aby rozpocząć od nowa kroczenie Jego ścieżką. Teraz słuchali Jego prawa mając na względzie przestrzeganie tego samego a w przyszłości cieszenie się Jego błogosławieństwami i łaską. Posłannictwo brzmiało następująco (ww. 9, 10): "Ten dzień poświęcony jest Panu, Bogu waszemu, nie smućcież się, ani płaczcie... Idźcież, jedzcie rzeczy tłuste, a pijcie napój słodki, a posyłajcie cząstki tym, którzy sobie nic nie nagotowali; albowiem święty jest dzień Panu naszemu. Przetoż się nie frasujcie".

RADOŚĆ PAŃSKA JEST WASZĄ SIŁĄ

Duchowy Izrael może wyciągnąć z tego wspaniałą lekcję: dlaczego dzieci Króla przez wszystkie swoje dni miałyby przeżywać smutek? Właściwe jest przeżywanie smutku z powodu grzechu, zdania sobie sprawy z potrzeby Zbawiciela i polegania na Nim przez wiarę. Jednak z chwilą przyjęcia Pana i uświadomienia sobie przebaczenia za nasze grzechy, czas smucenia się mija i powinien zacząć się czas radości i, jeszcze raz, radości. Jest to tak dalece prawdziwe, że Apostoł napomina, iż powinniśmy się radować ze wszystkiego, nawet gdy znajdujemy się w utrapieniach, zdając sobie sprawę, że z chwilą oddania siebie Panu, przyjęcia nas przez Niego za swoje dzieci i obdarzenia swoim Duchem, zaadoptowania nas do swojej rodziny i uczynienia z nas uczestników jego chwalebnych obietnic, które mają się dopiero wypełnić, nasze serca powinny być tak pełne radości, że wszystkie spotykane na drodze próby i trudności powinny się nam wydawać niczym.
    Ktokolwiek potrafi rozwinąć właściwą wiarę w Pana i Jego Słowo, może się radować. Ci, którzy nie rozwijają takiej wiary nie mogą w obecnym czasie przeżywać radości, ale muszą czekać na swoją cząstkę, którą otrzymają dopiero w przyszłości. Pan szuka teraz tych, którzy bez względu na to, cokolwiek by się stało wiarą mocno mogą ufać Jemu. Pan szuka tych, którzy chodzą wiarą, a nie widzeniem. Ci którzy dzisiaj nie potrafią postępować według wiary, już wkrótce będą mieli sposobność postępowania według widzenia, wtedy gdy będzie założone Królestwo. Rzeczywiście, otrzymają oni znaczną cząstkę, lecz ta, którą Bóg specjalnie przygotował dla wiernych, jest cudownym udziałem w Królestwie.
    Niechaj więc ci wszyscy, którzy przyjęli Pana i Jego Słowo, odrzucą wszelkie zwątpienie i obawy, niech każdego dnia żyją radośnie, starając się kroczyć śladami Tego, który umiłował nas i kupił swoją drogocenną krwią. Radość Pańska jest naszą siłą, radość którą daje Bóg, radość, która wypływa ze świadomości, że Pan jest naszą twierdzą i bez Jego wiedzy nie może nas spotkać żadne zło. On bowiem przyrzekł, że wszystkie rzeczy dopomagają ku dobremu tym, którzy Go miłują z całego serca, umysłu, duszy i siły.
    To posłannictwo, które przywódcy przedstawili, wypowiedziane z głównego miejsca, zostało powtórzone ludowi przez znajdujących się miedzy nim Lewitów. Łzy zostały osuszone i wszyscy zebrani rozeszli się, aby się radować inauguracją nowego roku, który był dla nich symbolem zapoczątkowania na nowo na drogach Pańskich i w Jego łasce (ww. 11,12). Czytanie Zakonu następnego dnia (w. 13) prawdopodobnie głównie było skierowane do kapłanów i Lewitów oraz głów poszczególnych rodzin - były to prawdopodobnie specjalne, wybrane, fragmenty Zakonu, najbardziej właściwe dla nich jako tych osób, na których spoczywała pewna odpowiedzialność między ludem Pańskim. I właśnie w czasie tego czytania odkryto; że przez jakiś czas pewien zarys Zakonu całkowicie pomijano, mianowicie.

ŚWIĘTO KUCZEK

Czytający odkryli, że Zakon nakazywał, aby o tej właśnie porze roku, to jest, od piętnastego do dwudziestego drugiego, siódmego miesiąca, Izraelici mieli zamieszkiwać przez tydzień w szałasach zbudowanych z gałęzi drzew, obchodząc ów tydzień jako szczególnie uroczyste święto dziękczynienia Panu (ww. 14, 15, 18). Było to święto zbiorów lub żniw. Obchodzony w Ameryce w listopadzie dzień dziękczynienia przypomina do pewnego stopnia to właśnie święto. Żydzi mieli przez tydzień zamieszkiwać w takich namiotach, aby przypomnieli sobie, że kiedyś byli narodem bezdomnym, że było to wtedy, gdy Bóg wyzwolił ich z Egiptu i wyprowadził na drogę prowadzącą do Chanaanu. Coroczne przypominanie tego doświadczenia miało przyczynić się do wywołania w ich sercach wdzięczności dla Boga jako Tego, który dał im ziemię obiecaną, Tego, od którego zależało ich narodowe istnienie i uwolnienie z niewoli oraz Tego, który obiecał doprowadzić ich do pełni dziedziczenia tych wszystkich wspaniałych rzeczy zawartych w owej wielkiej obietnicy - Przymierza związanego przysięgą i zawartego z Abrahamem, które ostatecznie przez jego nasienie błogosławić będzie wszystkie narody ziemi.
    Nasze konwencje do pewnego stopnia przypominają Święto Kuczek, ale na wyższym poziomie, i są przystosowane dla nas jako duchowych Izraelitów. Każdego roku organizujemy konwencje w USA oraz w innych krajach. Te liczne zgromadzenia Ludu Pańskiego, odbywane w różnych miejscach, z konieczności organizowane są w tych krajach, które zamieszkuje duchowy Izrael. My w czasie konwencji nie przebywamy w namiotach i szałasach, a jednak nasza kilkudniowa nieobecność w stałym miejscu zamieszkania przywodzi na myśl tymczasowe miejsce przebywania, czyli kuczki. Przez pewien czas jesteśmy pozbawieni wygód i udogodnień jakie są w naszych własnych domach; jednak te warunki mają prawdopodobnie dobroczynny wpływ na nas, ponieważ przypominają nam, że nie mamy tutaj miasta stałego zamieszkania, że nie mamy wiązać swoich serc z domami, krajami ani z żadnymi ziemskimi rzeczami. Jesteśmy obywatelami Królestwa, a celem naszego doczesnego pobytu jest doprowadzenie nas do nowego Jeruzalem - do Królestwa Bożego. Wszystko, co ma związek z obecnym czasem, powinno być uważane przez nas za stan tymczasowy, czyli warunki kuczek w oczekiwaniu na wieczne warunki, które Bóg nam przyrzekł.

NASZE UCZTOWANIE MA CHARAKTER DUCHOWY

Przez całe siedem dni Żydzi mieszkając w swoich kuczkach radowali się, ucztując we wspólnej prawdziwej wzajemnej duchowej łączności. Cały lud, przynajmniej przez pewien czas, cieszył się równością. Kuczki wzniesiono zarówno wewnątrz miasta, jak i na zewnątrz jego murów - jak komu było wygodniej a wiele z nich znajdowało się na zazwyczaj płaskich dachach domów. Kuczki nie były świętem zmysłowości, ani okazja do moralnej beztroski, wręcz przeciwnie były czasem studiowania Biblii. Czytanie księgi Zakonu oraz jego wyjaśnianie było głównym ośrodkiem zainteresowania. Lud przestał płakać i nie zżymał się dłużej na czytanie Zakonu, lecz przeciwnie, radował się, że łaska Pańska była z nim. Studiowano Słowo mając na celu praktykowanie go do granic swoich możliwości.
    To także zgadza się z naszymi konwencjami, podczas których studiowanie Biblii jest przedmiotem głównego zainteresowania. Z pewnością doznajemy duchowego pokrzepienia, świętujemy. Pewne jest też, że te zgromadzenia, te duchowe święta, w doczesnych kuczkach z dala od naszych zwykłych mieszkań, okazują się bardzo pomocne dla ludu Pańskiego. Z tego też powodu są one coraz bardziej doceniane pośród tych, którzy na pierwszym miejscu stawiają sprawy duchowe. Żyjemy w bardzo niespokojnym czasie, w którym wszystkie cywilizowane narody na pierwszym miejscu stawiają biznes i zdobywanie pieniędzy. Skoro ludzie światowi mogą brać urlopy, aby zaangażować się w polowaniu, łowieniu ryb i innych tak zwanych "sportach", to dlaczego lud Pański nie może korzystać z duchowego odpoczynku i rekreacji i rozwijać w swoich dzieciach coraz silniejsze pragnienie rzeczy duchowych? Te zgromadzenia bowiem, o ile to możliwe, powinny być zebraniami rodzinnymi, a przyjemność wyjazdu z domu i zmiany otoczenia oraz odpoczynku od zwykłej codziennej pracy powinna się łączyć z największą przyjemnością, jaką znamy - przyjemnością spotkania się z Panem i z tymi, którzy są Jego, przyjemnością studiowania Słowa Bożego i pomagania sobie wzajemnie w dalszym postępowaniu naprzód i w górę na drodze wyznaczonej przez Boga.
    Napominamy, aby, o ile to jest możliwe, wszyscy przyjaciele "teraźniejszej prawdy" pamiętali o oderwaniu się co roku na jakiś czas od zwykłej codziennej pracy oraz biznesu i spędzeniu go w warunkach przypominających żydowskie Święto Kuczek, jednak na wyższym, duchowym poziomie. Sądzimy, że w przyszłości konwencje mogłyby się odbywać w okolicznościach, które pozwoliłyby tym z przyjaciół, którzy pragną w nich uczestniczyć przez cały czas, na oddanie się spokojnemu studiowaniu i przemyśleniu poruszonych spraw, na odpoczynku od świata i jego bieganiny i zwróceniu szczególnej uwagi na duchowy pokarm według przykładu naszego Pana i Jego uczniów.

SŁUCHANIE I POSŁUSZEŃSTWO

Nie zapominajmy Ewangelii Łukasza 11:28. Ważne jest, abyśmy słuchali Słowa Pańskiego, abyśmy badali Pismo Święte, abyśmy je dobrze znali i byli w stanie dać odpowiedź każdemu, kto pyta nas o powód nadziei, która jest w nas. My jednak potrzebujemy czegoś więcej niż to wszystko. My powinniśmy być posłuszni Słowu i praktykować je do granic możliwości. Prawdą jest, że nie jesteśmy w stanie sprostać wymaganiom doskonałości, ponieważ Boskie prawo jest doskonałe - możemy jednak mieć doskonałą postawę serca. Nic, co będzie stanowiło mniej niż to, nie będzie przyjęte przez Pana. My możemy do pewnego stopnia pokazać Jemu i drugim podejmowane w naszym życiu starania w kierunku sprawiedliwości i wszystkich owoców, łask, Ducha Świętego. Gdybyś my mieli wszelką wiedzę i gorliwość, a nie mielibyśmy ducha posłuszeństwa, stan taki do wodziłby braku ducha miłości i dowiódłby, iż jesteśmy niegodni Boskiej łaski i błogosławieństw obiecanych tym, którzy są właściwie wyćwiczeni przez posłannictwo pochodzące z góry.

- artykuł zaczerpnięty z miesięcznika religijnego "Teraźniejsza Prawda" `89(119).


Na poczatek
  Izrael Kultura Historia Turystyka Pomoc duchowa Żydzi w Polsce Czasy i Fakty

Copyright ©2004-2005 by
Gedeon