" POTĘPILIŚCIE  SPRAWIEDLIWEGO "




- Mat. 26:57-68
"Tyś jest Chrystus on Syn Boga żywego"


 

KAJFASZ pełnił urząd najwyższego kapłana w czasach, gdy nasz Pan został skazany. On nawet powiedział "iż nam jest pożyteczno, żeby jeden człowiek umarł za lud, a żeby wszystek ten naród nie zginął" (Jan 11:50; 18:14). Ilustruje to jak Bóg niekiedy może wykorzystać myśli i intencje złych ludzi do proroczego wyrażenia głębokich prawd. Nie tylko dla Żydów, ale również dla całego świata , jest korzystne, że okup został dany za Adama i jego ród. Dzięki temu ludzkość może być uwolniona od Bożego potępienia i ostatecznie otrzymać szansę przywrócenia jej Boskiej łaski i wiecznego życia.
    O tyle o ile sprawa ta dotyczyła Kajfasza, prawdopodobnie myślał on wyłącznie o ludzkiej korzyści. Dostrzegał wzrastające zainteresowanie tłumu Jezusem z Nazaretu. Zdawał też sobie sprawę, że nawet najbardziej uczeni w Piśmie i faryzeusze w doktrynie i logice nie dorównywali Jezusowi, którego nauki były tak przeciwne jego własnym oraz powszechnej tradycji judaizmu, iż przyjęcie ich musiało oznaczać religijną rewolucję. To więc, rozumował on, byłoby równoznaczne z utratą narodowego prestiżu u Rzymian i zignorowaniem wszystkich praw oraz przywilejów przyznanych Izraelowi. Powziął zatem decyzję, aby zamordować Jezusa i jedynie oczekiwał na odpowiednią okazję zrealizowania swojego zamiaru. Był on jednak pozornie i nominalnie człowiekiem religijnym oraz przedstawicielem sprawiedliwości, jednak czuł się zmuszony do dokonania tego zabójstwa, które w świetle aktu sprawiedliwości traktował jako konieczność dla dobra ogółu.
    Kajfasz był widocznie prowodyrem w spisku na życie Jezusa. To on i jego współtowarzysze targowali się z Judaszem. Niżsi kapłani i urzędnicy jego dworu, jego domownicy i słudzy byli wysłani z Judaszem w nocy do pojmania naszego Pana, gdy znajdował się On daleko od tłumu. Możemy wnosić, że to na jego rozkaz naszego Pana wpierw doprowadzono przed Annasza, teścia Kajfasza, człowieka wywierającego wielki wpływ na Żydów, który wcześniej był najwyższym kapłanem i czas sprawowania przez niego tego urzędu, według zwyczaju żydowskiego, jeszcze nie wygasł, chociaż zwycięzcy w tej sprawie wymusili zmianę wyznaczając Kajfasza na stanowisko najwyższego kapłana w miejsce Annasza. Wysłanie Jezusa do Annasza było widocznie zamierzone, aby uzyskać zgodę tego ostatniego na aresztowanie Go i przeprowadzenie procesu. Chodziło tu o wpływ Annasza na przebieg sprawy związanej z procesem sądowym.

JEZUS PRZED ANNASZEM

Gdy owa zgraja pojawiła się przed Annaszem, zapytał On Jezusa o Jego nauki itp., ale procesu nie usiłował przeprowadzić, gdyż nie miał stosownej władzy. Kiedy nasz Pan Annaszowi odpowiedział, aby pytanie to postawił tym, którzy go słyszeli, odniósł się jedynie do postępowania sądowego i wskazał Annaszowi na stosowność nie odstępowania od Zakonu w przesłuchiwaniu więźnia, bo Zakon mówi, że oskarżenia należy wysłuchiwać z ust dwóch lub trzech świadków. Annasz okazał swoją zgodę na aresztowanie przez nie zganienie Jego uwięzienia lub nie domaganie się uwolnienia Go. Odesłał więźnia związanego do Kajfasza - w ten sposób dał do zrozumienia, że zgadza się z jego postępowaniem, gdyż ten człowiek powinien być aresztowany i osądzony jako niebezpieczny - niebezpieczny dla ich teorii i instytucji.
    Kajfasz cieszył się już życzliwym współdziałaniem licznych wybitnych Żydów, szczególnie kapłanów, z których wielu znajdowało się w owej "zgrai". Możemy przyjąć, że w tym czasie, gdy więzień znajdował się w domu Annasza pośpiesznie wysyłano w różnych kierunkach innych posłańców powiadamiając członków Rady - Sanhedrynu - że ten, który zakłócał ich spokój został aresztowany i mogą zebrać się w celu przeprowadzenia przewodu sądowego.
Było to prawdopodobnie około drugiej godziny nad ranem, gdy Jezusa przywiedziono do Kajfasza. Prawo żydowskie zabrania sądzenia więźnia między wschodem i zachodem słońca a każdy wyrok wydany w tych niedozwolonych godzinach byłby nieważny, nieprawomocny. Najwyższy kapłan zatem był pełen niepokoju, pragnąc sprawę dobrze przeprowadzić do wschodu słońca i przyśpieszyć jak najbardziej śmierć więźnia, co do której już podjął decyzję. Sprawa procesu była jedynie farsą, lecz on się zastanawiał jaki dowód winy mógłby przedstawić Sanhedrynowi o świcie i dlatego natychmiast bezprawnie rozpoczął przesłuchiwanie Jezusa, powołując się na świadków.
    Oświadczenie, że Jezus ogłosił się Mesjaszem było zmyślone, z przekazów Ewangelii wiemy, że dotąd tego nie uczynił. Był On bardzo czujny, gdy wypowiadał się publicznie. Nawet wobec wybranych przez siebie dwunastu uczniów nie uczynił tego bezpośrednio, lecz wpierw skłonił Piotra do tej deklaracji, którą zawiera nasz werset "Tyś jest Chrystus [Mesjasz], on Syn Boga żywego". Jezus przyznał jedynie, że Piotr powiedział prawdę i że to oświadczenie wyraził kierowany Duchem Świętym.
    Dlatego Kajfasz poszukując świadków, nawet w tej sprawie nie znalazł nikogo, kto dałby zadowalające świadectwo. Jeden świadek, który myślał że ma coś ważnego do powiedzenia, podał zniekształconą wypowiedź naszego Pana odnoszącą się do Świątyni. Kiedy nadal poszukiwali świadka, któryby tę wypowiedź potwierdził, nie znaleziono żadnego mówiącego dokładnie to samo, a żydowski Zakon wymagał przynajmniej dwóch świadków w każdym takim procesie.
    Wyprowadzony z równowagi swoim znikomym sukcesem w zapewnieniu dowodu, Kajfasz zdecydował się na próbę innego planu, również bezprawnego, mianowicie, postanowił podniecić swego więźnia tak, by Ten uczynił obciążające Go wyznanie. Dlatego zerwał się i okazując oburzenie starał się stworzyć wrażenie, że podano liczne, przynoszące winę świadectwa, zwrócił się do więźnia z zapytaniem czy słyszał jak świadczono przeciw Niemu i czy w związku z tym nie chce coś powiedzieć w swojej obronie. Nasz Pan nie odpowiedział w ogóle. Nie był tam dlatego aby się bronić, a nawet nie było potrzeby obrony. Żadnego przestępstwa nie było w tym co powiedział On o Świątyni, nawet gdyby to potwierdziło tuzin świadków. Kajfasz był pokonany, ale że był człowiekiem przebiegłym szybko zmienił swoją taktykę i udając zdziwienie czy rzeczywiście twierdzenie, że jest Mesjaszem może być prawdziwe zobowiązał Jezusa przysięgą, mówiąc:
    "Poprzysiągam cię przez Boga żywego, abyś nam powiedział, jeśliś ty jest Chrystus, on Syn Boży?".

NASZ PAN NIE UNIKAŁ ŚMIERCI

Nasz Pan nie był zobowiązany odpowiedzieć na to pytanie, wiedział że będzie ono wykorzystane do pomówienia Go o bluźnierstwo. Tym bardziej, że nie unikał On śmierci, lecz był zdeterminowany wypić kielich, który Jemu Ojciec nalewał odpowiedział, jak to podaje Mateusz "Tyś powiedział" - potwierdziłeś prawdę, lub według Marka "Jam jest" - owym Mesjaszem, Synem Boga. Potem oświadczył, że ci, którzy tu są świadkami tego upokarzającego i ośmieszającego procesu, w krótkim czasie rozpoznają w Nim Pana jako zaszczyconego przez Boga i siedzącego po prawicy majestatu na wysokościach, objawiającego się w obłokach niebieskich jako wielki Sędzia, ów Mesjasz.
    Kajfasz nie mógł mieć nadziei na jaśniejszą wypowiedź ani na nic innego, co mogłoby usprawiedliwić jego z góry ustalony wyrok: winien bluźnierstwa, i dlatego dając wyraz "sprawiedliwemu" oburzeniu rozdarł swoje wierzchnie okrycie simlę z oburzeniem: "Bluźnił!" Słyszeliśmy bluźnierstwo! Następnie zwracając się do obecnych członków Rady, którzy sprzyjali zbrodniczej procedurze, zapytał czy przekonuje ich przedstawiony dowód i, co zresztą było ustalone, oni zgodzili się, że jest to wyraźny dowód bluźnierstwa za które Jezus zasłużył na śmierć.
    Pewien pisarz słusznie powiedział: "Żadne inne słowa w zapisach wszystkich Ewangelii nie są bardziej rozstrzygające dla tych, którzy radzi chcieliby widzieć w naszym Panu tylko wielkiego moralnego nauczyciela, jak np. Sokrates. W tym właśnie krytycznym momencie historii, kiedy zaprzeczenie mogło uratować Jemu życie, dowiódł On, że Jego oświadczenie znaczyło więcej, bowiem był tym wszystkim, czym najbardziej poświęceni chrześcijanie wierzyli, iż On był".
    Najbardziej oddani chrześcijanie to ci, którzy wierzą słowom naszego Pana bez przekręcania ich, tzn. że był On razem ze swoim Ojcem zanim zaistniał świat; że Ojciec posłał Go na ten świat, aby został jego Odkupicielem; że "Nigdy tak nie mówił człowiek, jako ten człowiek"; że różnił się On od wszystkich innych ludzi w tym, że był "święty, niewinny, niepokalany, odłączony od grzeszników" - że życie człowieka Jezusa Chrystusa było nieskazitelne i pochodziło z góry. Ale owi najbardziej oddani chrześcijanie we wszystkich wiekach unikali dowodzenia - co mniej oddani chrześcijanie dowodzili o Nim, czego On jednak nigdy o sobie nie powiedział, mian.: że był On swoim własnym Ojcem, Jehową.

CZŁOWIEK JEZUS BYŁ SYNEM BOGA

Najbardziej poświęceni chrześcijanie wierzyli słowom Jezusa, który rzekł "Ojciec mój większy jest niż ja" i "jako mię posłał Ojciec, tak i ja was posyłam". Tacy uznawali jedność między Ojcem i Synem, lecz nie jedność istoty, lecz jedność serca, umysłu i celu zgodnie z tym co nasz Pan sam oświadczył w modlitwie za swoim ludem, gdy powiedział "aby byli jedno, jako i my [jesteśmy jedno]" Jan 17:11. Najbardziej poświęceni chrześcijanie uznają, iż ów jedyny "człowiek Chrystus Jezus" był doskonałą reprezentacją Niebiańskiego Ojca, tak że każdy kto widział Syna (który był wiernym obrazem osoby Ojca) widział również Ojca - w ten jedyny sposób, w jaki było możliwe dla ludzkości, oglądanie "niewidzialnego Boga", którego "nie widział żaden z ludzi, ani widzieć może", ów Jednorodzony doskonale Go ludziom objawił (Jan 1:18).
    W związku z tym rozważni i inteligentni poświęceni chrześcijanie, gdy zastanawiają się nad słowami naszego Pana nie dostrzegają niczego, co sprzeciwiało by się innym jasnym wypowiedziom Jego świadectwa i znajdują je raczej w pełnej zgodności. Żydzi również, nawet przez chwilę nie sądzili, że nasz Pan rozumiał, iż był On Niebiańskim Ojcem. To zagadnienie nie było sprawą, o którą pytali: oni nie spodziewali się, że Mesjasz mógłby być Jehową, ale przedstawicielem i pośrednikiem Jehowy, Synem Bożym "Aniołem sługą przymierza, którego wy żądacie" (Mal. 3:1).
    Gdy obrady Sanhedrynu, czyli proces sądowy, kończyły się należało czekać aż do wschodu słońca, kiedy to miało nastąpić formalne posiedzenie i miał być ogłoszony wyrok w sprawie o bluźnierstwo, przy zachowaniu pozorów legalności (Mat. 27:1). W międzyczasie, prawdopodobnie trwającym około trzech godzin, nasz Pan stał związany na dziedzińcu najwyższego kapłana i w tym to właśnie czasie słudzy najwyższego kapłana i inni mieli możność okazania swojej sympatii z "wielkimi" złorzecząc więźniowi. Niektórzy pluli Nań, inni uderzali go rękoma i kijami, manifestując na ogół swoją małość i nikczemność. Ich ulubioną rozrywką wydaje się było, po zawiązaniu Jezusowi oczu, uderzanie Go i żądanie, by wykazał czy był, czy nie był prorokiem podając imię dręczyciela. Wszystko to nasz Pan wytrzymał, jak zapis dowodzi, bez szemrania.

JEZUS PRZYJĄŁ SWOJE DOŚWIADCZENIA

Przyjął je wszystkie jako część kielicha, który Ojciec przygotował dla Niego. Apostoł odnosząc się poniekąd do tych doświadczeń, powiada. "Przetoż uważajcie, jaki jest ten, który podejmował takowe od grzeszników przeciwko sobie sprzeciwianie, abyście osłabiwszy w umysłach waszych, nie ustawali. Jeszczeście się aż do krwi nie sprzeciwili, walcząc przeciwko grzechowi" (Żyd. 12:3,4). Odrzucając kielich, który Ojciec dla nas przygotował, narażamy się na to, że powróci on do nas później, być może o bardziej gorzkim smaku. A jeśli unikniemy go zupełnie nie będziemy mieli udziału w Królestwie, do którego bolesne doświadczenia, dozwolone obecnie, nas przygotowują.
    "Nie jestci ... sługa nad Pana swego", jeśli samego Mistrza uderzali i pluli Nań, to żaden sługa nie powinien być zdziwiony ani się uskarżać, gdy ma podobne doświadczenia. Kiedy zaś takie przeżycia sługi spotykają niech je oceniają jak to czynił nasz Pan - jako część kielicha, który Ojciec dla nich przygotował. Powinni wytrwać bez szemrania, a nawet jak sugeruje Apostoł, dziękować, iż zostali uznani za godnych znoszenia niektórych cierpień Chrystusowych (Kol. 1:24; 2 Tym. 1:18; 2:3; Jak. 5:11).
    Tymczasem Apostoł nalega "A żaden z was niech nie cierpi jako mężobójca ... albo jako w cudzy urząd się wtrącający". Jeśli doznajemy cierpień sprawiedliwie, na skutek naszych wad nie mamy się z czego chlubić, raczej wstydzić. Lecz jeśli ktokolwiek cierpi jako chrześcijanin, niech się nie wstydzi - skoro cierpi dla sprawy prawdy, dla sprawy sprawiedliwości. Niektórzy mogą kłaść nacisk na to, że cierpienia nie mogą występować teraz, w obecnych oświeconych czasach, gdy imię Jezus zyskało popularność. Na to odpowiadamy: Tak, dalej jest prawdziwe to co Apostoł powiedział: "Aleć i wszyscy, którzy chcą pobożnie żyć w Chrystusie Jezusie, prześladowani będą". Wielu wzywa imienia Jezus, ale nie znają oni ani Jezusa, ani Ojca i nie mają ich Ducha, tak jak wielu w owym czasie znajdowało przyjemność w imieniu Mojżesza i wielu zasiadało na jego miejscu jako doktorzy biegli w Zakonie, jednak nie znali, nie doceniali prawa Mojżeszowego i prawa Bożego (1 Piotra 4:15, 16; 2 Tym. 3:12).

- artykuł zaczerpnięty z miesięcznika religijnego "Teraźniejsza Prawda" `90(34).


Na poczatek

  Izrael Kultura Historia Turystyka Pomoc duchowa Żydzi w Polsce Czasy i Fakty

Copyright ©2004-2005 by Gedeon